Powrót do nowej wersji serwisu powrót na stronę główną
Zapomniana pieśń Artura Śliwińskiego

autor: Krzysztof Kadlec
data powstania: 2004-04-01
Łowiec Polski nr 4 kwiecień 2004 W wieku XIX kwitła literatura, sztuka i muzyka łowiecka. Zwyczajem stało się to, że po zakończeniu łowów, podczas przyjacielskich zabaw, towarzyskich rozmów, myśliwym towarzyszyły recytowana poezja lub gromki śpiew myśliwskich pieśni. W takich czasach żył Artur Śliwiński (1837 – 1912) – pisarz, poeta, kompozytor, działacz łowiecki i myśliwy. Artur Śliwiński pochodził z rodziny ziemiańskiej. Był jednym z zarządców w dobrach księcia Romana Sanguszki na Wołyniu, a następnie pełnił funkcję administratora i pełnomocnika dóbr Józefa hr. Potockiego w Antoninach na Podolu. Tutaj działała niezwykła rodzinna grupa myśliwska składająca się z ojca Artura i pięciu jego synów, z których jeden, również Artur, wiele lat później piastował urząd premiera (1922). Śliwiński należał do ludzi pełnych energii i towarzyskich. Tworzył niepowtarzalny klimat na organizowanych przez siebie polowaniach, na których dominowała pogoda ducha oraz humor wyrażany w opowieściach i pieśniach. W takich czasach i w takiej atmosferze powstał wiersz „Chór strzelców” wydany drukiem w „Łowcu” w roku 1878. Ten humorystyczny utwór nawiązuje do najpopularniejszych wśród polskich myśliwych rodzajów polowań: kniejowych na grubego zwierza z ogarami, na zająca i lisa z chartami, na ptactwo z psem legawym, a z naganką i w kotły na zająca. Ten ostatni rodzaj polowania budził wśród myśliwych najwięcej kontrowersji, zatem sądzić można, że autor tych słów należał do orędowników postępowych tendencji w XIX – wiecznym łowiectwie. Do dziewięciostrofowego wiersza została ułożona melodia. W opinii synów Artura Śliwińskiego skomponował ją ojciec posiadający nie tylko talent literacki, ale również zdolności muzyczne. Utrzymana w tempie szybkiego marsza, w typowej formie pieśni zwrotkowej z melodią opartą na charakterystycznym rytmie punktowanym, podporządkowanym krokom maszerujących. Jest bardzo możliwe, że „Chór strzelców” jako pieśń śpiewano już na polowaniach u hrabiego Józefa Potockiego w Antoninach na Podolu, skąd prawdopodobnie dotarła do Spały, gdzie przed wiekami polowali polscy królowie. W wieku XIX na grubego zwierza w spalskiej kniei polowali carowie Aleksander III i Mikołaj II. Zakochani w Spale i jej okolicach, gościli wraz z rodzinami spędzając wakacje i przydając świetności myśliwskiej temu miejscu. Tu podczas dworskich polowań pieśń Artura Śliwińskiego rozbrzmiewała najczęściej i najdłużej i jako jedyna śpiewana była po polsku, na co zezwalały władze carskie. Z czasem uległa zapomnieniu. W okresie międzywojennym muzyka marsza pojawiła się w majątku Tymowskich (później Sobańskich) w Kobielu Wielkim nieopodal Radomska, miejscu urodzenie Władysława Reymonta, gdzie na tamtejszych wzorowych polowaniach organizowanych przez hr. Tymowskiego śpiewano i grano na rogach myśliwskich. Stało się to za sprawą dawnego leśnego ze Spały – Władysława, w którego pamięci przetrwały zaledwie dwie zwrotki znacznie różniące się od oryginału Śliwińskiego. Po mimo zachowania charakteru marszowego zasadniczym zmianom uległa warstwa melodyczno – rytmiczna utworu. Linia melodyczna oparta została na dźwiękach naturalnych, co umożliwiło wykonywanie jej na rogach myśliwskich. Jest całkiem prawdopodobne, że zmian dokonali spalscy trębacze, poszerzając repertuar o interesującą kompozycję nie tylko wokalną, ale również instrumentalną. W takim brzmieniu marsz zyskał charakter fanfary łowieckiej. Prof. Karol Witołd Ziembicki, znany bibliograf i bibliofil łowiecki w książce „Myślistwo a muzyka” tak pisze o tytule pieśni:(…) ponieważ pieśń niewątpliwie najdłużej i najczęściej rozbrzmiewała w Spale, z drugiej zaś strony nie znamy miejscowości, w której by była wprowadzona dawniej niż tam właśnie, a być też może, że zapamiętanie jej przez tamtejszego leśnika uratowało ja od zapomnienia, nie ma, jak sądzę, żadnej przeszkody, aby się zwała „Marszem spalskim” czy „Pobudką spalską”. Witołd Ziembicki nie znał jeszcze oryginalnej wersji, o której dowiedział się dopiero w roku 1935 od jednego z synów Artura Śliwińskiego – Tadeusza. Dzisiejsza wiedza na ten temat upoważnia nas do sprecyzowania tytułu tego utworu, kończąc tym samym wątek poruszany w cytacie. Zatem pieśń ze słowami „Chóru strzelców” Artura Śliwińskiego należałoby zatytułować „Marszem spalskim”, a jego fanfarową odmianę stanowiącą wytwór środowiskowego folkloru łowieckiego „Pobudką spalską”. Zmieniając formę, zyskała w ten sposób charakter sygnału zwiastującego rozpoczęcie polowania. Z inicjatywy wielkiego orędownika kultury łowieckiej Adama hr. Starzeńskiego, ówczesnego prezesa Małopolskiego Towarzystwa Łowieckiego, „Pobudka spalska” rozbrzmiewała podczas łowów w nadleśnictwie państwowym w Glinnej. W dniu 1 lutego 1935 roku po raz pierwszy nadano z rozgłośni Polskiego Radia we Lwowie audycję zatytułowaną „Polska pieśń myśliwska”. Słowo wstępne wygłosił Witołd Ziembicki. Koncert rozpoczęto „Pobudką spalską” wykorzystując pierwszą, drugą i ostatnią zwrotkę „Chóru strzelców” Śliwińskiego. W tym czasie nieznana była oryginalna wersja utworu. Materiał muzyczny wykorzystany w audycji radiowej stanowił wersje leśnego ze Spały, którą Ziembicki otrzymał od Adama Starzeńskiego. Opracowania na chór i orkiestrę dętą dokonał Mieczysław Krzyński, nauczyciel muzyki i dyrygent chóru Korpusu Kadetów nr 1 im. Marszałka Piłsudskiego. Akompaniowała orkiestra 40. pułku piechoty. Nad całością czuwał kapelmistrz porucznik W. Jurkiewicz. Audycję transmitowaną na całą Polskę prowadził Rudolf Wacek wraz z aktorem scen lwowskich T. Akrzyńskim. O powstaniu i historii marsza rozpisywał się Karol Witołd Ziembicki w jedynej do tej pory wydanej książce poświeconej polskiej muzyce łowieckiej „Myślistwo a muzyka”, wydanej we Lwowie 1937 roku w niewielkim nakładzie. Zamieszczono tam nuty i dwie zwrotki zapamiętane przez spalskiego leśnego oraz oryginalną wersję „Marsza spalskiego” z pełnym tekstem i muzyką przekazaną przez synów i wnuków Artura Śliwińskiego autorowi książki. Od tej pory słuch o pieśni całkowicie zaginął. W dorobku polskiej kultury łowieckiej zachowało się sporo pieśni myśliwskich, ale kompozycje przeznaczone do śpiewania i do grania na rogach myśliwskich stanowią ewenement w naszej krajowej literaturze muzycznej. Być może takich klejnotów jak „Pobudka spalska” znalazłoby się więcej, lecz dzisiejsza wiedza w tym zakresie jest nadal bardzo mała. Krzysztof Kadlec

Wasze komentarze
autor: Maryna
e-mail: greozycka@chem.uw.edu.pl
data: 2004-11-04
Mistrzu Krzysztofie, ilez bibliotek przekopales, zeby obdarzyc nas tą wiedza
historyczna. Kazda taka perelka odslania nam powoli historię i związki
lowów z muzyka. Dziekujemy !
autor: Katarzyna Bieniek
e-mail: reh.med@interia.pl
data: 2007-04-22
Poszukuję informacji o sporcie we Lwowie
i kontaktu z rodziną prof.Rudolfa
Wacka Katarzyna Bieniek reh.med@interia.pl
Tu możesz dodać swój komentarz:


Autor:
e-mail:
Ochrona antyspamowa.
Wypełnienie poniższego pola jest konieczne, aby komentarz znalazł się w bazie

Wpisz słownie liczbę 5:
Czas wykonania: 0.050 sekund