Powrót do nowej wersji serwisu powrót na stronę główną
Msza Hubertowska

autor: Henryk Mąka
data powstania: 2011-10-01

Wiele naszych dawnych zwyczajów było zarzuconych w latach powojennych, kiedy nowa „masowa” kultura ogólnie zakładała zerwanie z przeszłością i tradycjami. W przypadku łowiectwa, jego „powszechny” charakter a także szerokie możliwości polowania, również zubożyły tradycyjną i uroczystą oprawę łowów. Najlepszym tego przykładem jest fakt, iż sygnały myśliwskie – nieodłączny od wieków element polowań, który dodaje im barwy i podnosi rangę, zaczęły szerzej rozbrzmiewać dopiero od lat 90-tych XX wieku. I chociaż wcześniej odbywały się ogólnopolskie konkursy w tej dziedzinie, to startowało w nich zaledwie kilkadziesiąt osób. W dodatku, większość z nich stanowili uczniowie średnich szkół leśnych, z Tucholą na czele. W sygnalistyce myśliwskiej istnieje jednak pewny porządek wynikający z historii i tradycji, do którego wzorców zawsze można i należy nawiązywać. Niestety, nie można tego powiedzieć o Mszy Hubertowskiej – elemencie naszych obyczajów, który powrócił również niedawno, prawie jak coś nowego. Na przykład w Niemczech, na początku lat 80-tych ubiegłego wieku powołano specjalny zespół duchownych kilku wyznań, który rozważał to, czy taki ceremoniał nie jest współcześnie zbytnim wynoszeniem i gloryfikacją polowania. Wspólnie uznano jednak, że intencją jest tutaj kult uznanego i świętego patrona a nie kult samego polowania, w związku z czym nie w tym nic zdrożnego. U nas, chociaż Msze Hubertowskie są odprawiane coraz szerzej od kilkunastu lat, to nie mając utrwalonego wzorca, posiadają różną formę, oprawę i charakter. Nie podjęto u nas również szerszej i kompleksowej oceny, dyskusji, porad czy uwag na ten temat. A szkoda, bo jest to temat mający różne aspekty i  ważny chociażby z jednego powodu. Otóż, Msza Hubertowska jest bodaj jedynym zwyczajem myśliwskim o charakterze religijnym, w którym zwykle uczestniczy również wiele osób postronnych. Te zaś, z uwagą obserwują nie tylko rzadką ceremonię ale i nasze zachowanie wynosząc z tego własne wrażenia, oby pozytywne. Tym bardziej, że ogólny odbiór myśliwych przez społeczeństwo nie jest najlepszy. Z tego względu, niezależnie od rangi każda Msza Hubertowska powinna być starannie przygotowana. I nie chodzi tu tylko o samą ceremonię, ale także o sposób naszego uczestnictwa.

Chciałbym się podzielić z Czytelnikami kilkoma przemyśleniami, które wynikają z ponad 10-letniej praktyki i obserwacji. Bywałem w tym czasie zarówno organizatorem Mszy Hubertowskich, ich współwykonawcą, jak i zwyczajnym uczestnikiem. Temat ten, oprócz aspektu religijnego jest mi bliski także dlatego, że jako pasjonat i trębacz muzyki myśliwskiej, szczególną estymą darzę bogaty, niepowtarzalny i mało u nas znany repertuar Mszy Hubertowskiej.

 

Powrót do starej tradycji ….

Nabożeństwa do naszego patrona św. Huberta, podobnie jak cały jego kult wywodzą się z Francji, chociaż miejsca działalności i spoczynku świętego znajdują się w dzisiejszej Belgii. Do Polski zwyczaj ten dotarł prawdopodobnie ok. XVI wieku i był kultywowany przez środowiska rycerskie i dworskie uprawiające myślistwo. Niestety, trudno znaleźć jakieś bliższe informacje o samej Mszy Hubertowskiej. W opracowaniu ks. Wojciecha Frątczaka „Patroni myśliwych” (Włocławek 2002) czytamy, że były to przejęte z kultury zachodnio-europejskiej nabożeństwa wotywne w leśnych kaplicach, z błogosławieństwem sprzętu myśliwskiego i zwierzyny. Z bardzo krótkich i nielicznych opisów wiadomo jedynie tyle, że  Mszą Hubertowską rozpoczynano uroczyste łowy. Miała ona teksty modlitw znacznie krótsze niż zwykła Msza niedzielna, aby nie zabierać zbyt dużo czasu. Przykładem tego jest cytat z „Listopada” Henryka Rzewuskiego (1845) - „…po starych mszałach znaleźć można mszę św. Huberta, umyślnie dla myśliwych. Ta Msza, jest omal nic przez połowę krótsza od zwyczajnej, żeby myśliwym czasu nie zabierać”. Trudno jednak powiedzieć coś o samej ceremonii dawnych Mszy Hubertowskich. W latach powojennych, zwyczaj ten nie był u nas kultywowany. W każdym razie, nic się o tym nie mówiło, ani nie pisało. Dopiero od połowy lat 90-tych, Msze Hubertowskie zaczęto odprawiać przy oficjalnych uroczystościach i jubileuszach myśliwskich, nawiązując coraz szerzej do kultu naszego patrona. Ma to związek z rozwojem sygnalistyki i  muzyki myśliwskiej jaki nastąpił również w tym okresie. Rogi myśliwskie są bowiem nieodłącznym elementem oprawy muzycznej Mszy, jaka wywodzi się również z Francji, z przełomu XIX i XX wieku. Obecnie odprawiane Msze Hubertowskie mają przeważnie liturgię zwykłej Mszy Św. niedzielnej, w różnym stopniu wzbogaconą elementami myśliwskimi.  

 

… czy też nowa moda?

Uczestnicząc w niektórych Mszach Hubertowskich odniosłem wrażenie, jakby były one bardziej elementem medialnym jakichś obchodów, niż rzeczywistą prośbą o łaski i opiekę naszego patrona. Dało się zauważyć bądź to przerost formy nad treścią, bądź też brak jednego lub drugiego. Widać było również, że dla większości myśliwych kościół jest miejscem raczej obcym, w którym nie bardzo wiedzą jak się zachować, nie mówiąc już o aktywnym udziale w liturgii.  W efekcie, gdyby nie obecność osób postronnych, ksiądz musiałby odprawić Mszę Św. sam ze sobą, wszak aktywność myśliwych była znikoma. Ogólnie wyglądało to tak, jakbyśmy przygotowali i z powagą odprawiali jakiś obrzęd, w który jednak nie do końca wierzymy. Jest to kiepski obraz powierzchowności naszego zachowania a i owoce tak odprawionej Mszy Św. też raczej wątpliwe. I nawet obecność sztandaru, delegacji czy złożenie jakichś darów pozostaje tylko formą a nie treścią, zwłaszcza jeśli większość z nas stoi pochowana w najdalszych kątach kościoła. Natomiast w oczach społeczeństwa nie dość, że pozostajemy wyizolowaną grupą ludzi o nadszarpniętej opinii, to odstajemy także od jego tradycyjnych zachowań w tym obrzędzie.

Oczywiście – praktyki religijne są prywatną sprawą każdego z nas. W takim jednak wypadku, jeśli przynajmniej większość Kolegów nie jest przekonana, a zwłaszcza przygotowana do takiego wydarzenia, to należałoby raczej przemyśleć organizację czegoś innego, co będzie miało lepszy odbiór społeczny – np. piknik czy zabawę.  

 

Jak odprawiać Mszę Hubertowską?

Pamiętajmy o tym, że Msza Hubertowska (podobnie jak każda inna) jest wydarzeniem przede wszystkim duchowym, w którym to szczególnie my powinniśmy wyraźnie uczestniczyć. Natomiast jej oprawa stanowi wzbogacenie wizualne, nadające specyficzny i niepowtarzalny charakter. I właśnie umiejętne połączenie tych dwóch elementów może stworzyć głębokie i niepowtarzalne przeżycie - zarówno dla nas, jak i osób postronnych. Drugą ważną sprawą jest to, iż porządek liturgii zwykłej Mszy św. jest mocno utrwalony, a przez to każdy element odbiegający od „standardu” jest szybko dostrzegany i z uwagą śledzony przez jej uczestników. Dlatego moment i sposób naszego udziału musi być uzgodniony z księdzem prowadzącym w najdrobniejszych szczegółach, aby nie było żadnych potknięć - zdezorientowanych spojrzeń, pospiesznych i nieprzewidzianych czynności bo czegoś zabrakło, itp. W przeciwnym razie możemy zakłócać dostojeństwo i powagę, tak charakterystyczne dla Mszy Św. Na kilka minut przed jej rozpoczęciem, kiedy większość wiernych jest już w kościele, można powiedzieć kilka zdań wprowadzenia na temat specyficznej oprawy – przedstawić postać i legendę św. Huberta, wyjaśnić dlaczego przy ołtarzu są „rogi” z krzyżem oraz co i dla czego będą grały rogi myśliwskie. Pozwoli to na pewno osobom postronnym lepiej zrozumieć sens tego,  co będzie się działo podczas liturgii.  Ołtarz powinien być ozdobiony elementami leśnymi i myśliwskimi. Można go przystroić zielonymi gałązkami lub też bukietem pięknych, kolorowych jesiennych liści. Między nimi, na podłodze można położyć kilka ładnych skór zwierzyny. Nie powinno też zabraknąć wieńca jelenia z krzyżem tak charakterystycznego dla legendy św. Huberta, który powinien stać w dobrze widocznym miejscu. Tu jednak mała uwaga – jeśli jest to wieniec z całą czaszką, dobrze jest osłonić ją gałązkami. O ile bowiem sami jesteśmy przyzwyczajeni do widoku trofeów, to dla osób postronnych obraz  czaszki „straszącej” pustymi oczodołami kojarzy się nieodłącznie ze śmiercią i budzi raczej negatywne skojarzenia. Również sam krzyż w porożu, jako symbol kultu, powinien być wykonany starannie i dobrze widoczny a nie sklecony naprędce z dwóch patyków. Oprawę może wzbogacić także obecność jednego lub kilku psów myśliwskich. W kościele jest to jednak element niezwyczajny, na który ksiądz może się nie zgodzić. Nie powinno być z tym kłopotu podczas Mszy polowej - zawsze jednak należy wybierać psy spokojne i karne, które w żaden sposób nie mogą zakłócać uroczystej ceremonii. Bez problemu w Mszy Hubertowskiej mogą natomiast uczestniczyć sokolnicy z ptakami łowczymi. Jednak, ze względu na ich niewielką liczbę jest to element rzadki, chociaż zawsze wzbudza duże zainteresowanie. Ktoś zapytał mnie, jak wyglądałby udział myśliwych z bronią? Osobiście uważam iż, może to mieć miejsce jedynie w przypadku Mszy Św. odprawianej bezpośrednio przed lub po polowaniu. Jeśli „w polu”, to broń w futerale, jeśli w kościele, to broń złożona w jednym miejscu na zewnątrz i pod opieką uprawnionej osoby. W świątyni, pomijając nawet przepisy prawne, byłaby to niepotrzebna przesada – widok broni wśród ludzi z nią nieobytych budzi raczej dystans i niepotrzebnie rozprasza uwagę. Jeśli jest obecny poczet sztandarowy, to zarówno jego wejście, jak i wyjście po zakończeniu Mszy Św. powinno być dostojne i uroczyste. Może on wejść przed rozpoczęciem lub zostać wprowadzonym przez księdza prowadzącego – ładnie, jeśli odbywa się to przy dźwięku marsza myśliwskiego. W czasie liturgii, sztandar powinien znajdować się w dobrze widocznym miejscu i blisko ołtarza. Po rozpoczęciu Mszy Św. pierwszą okazją do naszego aktywnego udziału są czytania liturgiczne, które mogą wykonać przedstawiciele myśliwych, leśników lub jeźdźców. Podobnie jest z modlitwą wiernych, w której przedstawiane są różne intencje. Ze strony księdza, ważnym elementem jest homilia, którą znacznie ubarwia choćby kilka zdań nawiązujących do łowiectwa, tradycji i postaci św. Huberta. Może to być samo przesłanie jego legendy, które jest uniwersalne i dotyczy nie tylko myśliwych. Po liturgii słowa i homilii następuje ofiarowanie, na które wskazane jest przygotowanie okolicznościowych darów.  W ozdobionym gałązkami koszu, można ułożyć kilka sztuk zwierzyny drobnej – bażantów, kaczek czy zajęcy lub po jednym z każdego gatunku. Bardziej praktycznym darem jest np.  oczyszczona i ładnie zapakowana porcja dziczyzny, która oszczędza „Michałowej” kłopotu ze skubaniem, skórowaniem czy pozbyciem się resztek. Innym darem może być pamiątkowy suwenir z motywami myśliwskimi. Spotkałem się również z propozycją przyniesienia tuszy dzika w całości, jednak takie pomysły bym odradzał. Pomijając nawet sam widok zabitego zwierza, jakiż byłby to kłopot dla księdza i jego gospodyni?!

 

Oprawa muzyczna

Współcześnie, zwłaszcza w Europie zachodniej, nieodłącznym elementem Mszy Hubertowskiej jest brzmienie rogów myśliwskich, potęgujące uroczysty i niepowtarzalny nastrój. Tradycja ta wywodzi się również z Francji, będącej kolebką muzyki myśliwskiej oraz dużego rogu używanego w polowaniach par force.  I chociaż sama muzyka ma znacznie dłuższą i bogatą historię, to ten temat pojawił się dość późno. Dopiero na przełomie XIX i XX tamtejsi kompozytorzy (H. Obry, J. Cantin, G. Tyndare, później G. Chalmel i inni) napisali przepiękną muzykę do Mszy Hubertowskiej. Składa się ona z 6-8 utworów, nazwanych podobnie jak stałe części liturgii Mszy Św. i mające różny nastrój: dostojne i uroczyste – Introitus, pokorne - Kyrie, radosne -Gloria, itd. Utwory te, trwające do kilku minut wykonuje się po słowach kapłana lub wiernych.  Tradycyjnie, muzykę Mszy Hubertowskiej wykonuje się na dużych rogach myśliwskich par force w tonacji Es lub D. Mają one szeroką skalę dźwięków, która pozwala na wykonywanie dużych i rozbudowanych utworów oraz głębokie, niskie i dostojne brzmienie najlepiej oddające powagę Mszy Św. Najbardziej przejmująca jest tu oprawa muzyczna w wykonaniu francuskich rogów myśliwskich – „trompe de chasse”, od których brzmienia drżą mury kościoła a ciało przechodzą ciarki. Dodatkowo, trębacze stojący przed ołtarzem i grający bez nut, skupiają uwagę wiernych oraz dają poczucie autentyczności. Taką oprawę muzyczną wykonuje  tylko jeden polski zespół „Trompes de Pologne” działający przy Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Warszawie. Częściej utwory są transponowane na popularniejsze u nas - małe, wentylowe rogi myśliwskie mające zakres i brzmienie klasycznej trąbki. Te instrumenty o wyższym, fanfarowym dźwięku, nawet wzmocnione dużymi rogami w tonacji B czy też nie-myśliwskimi jak puzon czy tuba, nie oddają jednak w pełni pierwotnego charakteru utworów. Natomiast najskromniej wypada oprawa Mszy Hubertowskiej  na najpopularniejszych i tradycyjnych u nas - małych rogach myśliwskich Pless, tzw. sygnałówkach. Instrumenty te mają bowiem niewielki zakres sześciu dźwięków, pozwalający na wykonanie jedynie prostszych utworów – sygnałów, marszy czy fanfar. Z tego względu nie da się na nich grać dużej muzyki odpowiadającej powadze i charakterowi Mszy Św. – mogą one stanowić bardziej myśliwski akcent i ozdobnik niż pełną oprawę muzyczną. Pod tym względem, najbogatsze w kraju Msze Hubertowskie odbywają się tradycyjnie w Czempiniu. W trakcie  liturgii wykonuje się tu 12 – 13 utworów muzycznych, w tym na rogi francuskie z organami, kilka fanfar na rogi Pless oraz pieśni chóralne.  Razem daje to nie tylko Mszę Hubertowską ale barwne i niepowtarzalne wydarzenie liturgiczno-muzyczne, które przyciąga coraz więcej ludzi z różnych środowisk.

Msza Hubertowska jest starym i jednym z najpiękniejszych elementów naszej kultury łowieckiej, w którym często bierze udział wiele osób postronnych. Warto więc zadbać o wszystkie jej elementy, aby była wzniosłym i autentycznym przeżyciem dla wszystkich jej uczestników.

 

Henryk Mąka



Wasze komentarze
autor: fifi
e-mail:
data: 2011-12-28
dużo nam brakuje
Tu możesz dodać swój komentarz:


Autor:
e-mail:
Ochrona antyspamowa.
Wypełnienie poniższego pola jest konieczne, aby komentarz znalazł się w bazie

Wpisz słownie liczbę 5:
Czas wykonania: 0.046 sekund