Powrót do nowej wersji serwisu powrót na stronę główną
Ja i mój róg myśliwski w Nowym Jorku

autor: Maria Teresa Sibiga
data powstania: 2009-11-17

Życie pisze nam scenariusze niezależnie od nas. Niespodziewanie w lipcu tego roku znalazłam się w Nowym Jorku. W Polsce zostawiłam ukochane lasy, mundur i broń myśliwską. Ze sobą zabrałam jedynie róg myśliwski. No i trochę żalu, że nie będę mogła uczestniczyć w wielu konkursach i uroczystościach myśliwskich. Na lotnisku przy odprawie celnej mój róg wydał się dziwnym przedmiotem. Ku zaskoczeniu celników i współtowarzyszy podróży udowodniłam, że to instrument muzyczny i to mój.

Myślałam, że w Nowym Jorku będę oglądać tylko ulice, wieżowce i żółte taksówki na Manhattanie. A tu zaskoczenie! Spotkałam kolegów myśliwych na stałe mieszkających w Ameryce i tu polujących. Zostałam zaproszona na organizowane przez ich Klub Myśliwski mistrzostwa w strzelaniu. Chcąc poczuć myśliwską atmosferę, zobaczyć, jak takie zawody odbywają się tutaj, po drugiej stronie półkuli, z wielką radością z zaproszenia skorzystałam.

Dla zapoznania się ze strzelnicą, obowiązującymi konkurencjami w przeddzień zawodów zorganizowano trening strzelecki. Z użyczonej mi broni strzelałam do woli. Po strzelaniu przy ogólnej aprobacie zgromadzonych kolegów zaprezentowałam po kilka sygnałów i utworów muzyki myśliwskiej.

W niedzielny poranek na strzelnicy w Brookhaven na Long Island Zarząd Klubu dokonał oficjalnego otwarcia „II Polonijnych Mistrzostw Wschodniego Wybrzeża w Strzelaniu Trap i Skeet O Puchar Konsula Nowego Jorku”. Zagrałam „Powitanie” i zawody się rozpoczęły.

W zawodach wzięło udział kilkudziesięciu myśliwych i nie tylko zrzeszonych i niezrzeszonych w klubach myśliwskich Wschodniego Wybrzeża i Chicago.
Dla mnie, bycie strzelającą zawodniczką w tych mistrzostwach, było dużym przeżyciem. Przebieg zawodów podobny do tych odbywających się u nas. Były niespodzianki, dogrywki. Było podium dla najlepszych. Rozdanie dyplomów i nagród. Byli wygrani i przegrani. Mistrzostwa jak wszędzie kończyła biesiada z suto zastawionymi stołami i loteria fantowa.

Oficjalnego zamknięcia mistrzostw dokonał przedstawiciel Zarządu Klubu. Poprosił o zagranie stosownego sygnału co uczyniłam wybierając „Darz Bór”. Dźwięki tego niezwykłego sygnału wywołały duże wzruszenie na słuchających. Ja również byłam wzruszona, że mogłam chociaż odrobinę polskiej tradycji i kultury łowieckiej przenieść na ziemię amerykańską i zaprezentować naszym rodakom tu w Nowym Jorku.

 

Z myśliwskim pozdrowieniem

DARZ BÓR

 

Maria Teresa Sibiga


Wasze komentarze
autor: Hubert Jurczyszyn
e-mail: hubert.jurczyszyn@wp.pl
data: 2009-12-09
Gratuluję.Oby takich prezentacji jak najwięcej.Hubert
autor: danuta.kamieniarz
e-mail: tetrao@o2.pl
data: 2009-12-15
Gratuluję Teresko i serdecznie pozdrawiam!
autor: Maryna
e-mail: grozycka@chem.uw.edu.pl
data: 2009-12-30
Pozdrawiam Kolezankę Marysię, cieszę się, że Koleżanka podzieliła się
z nami wrazeniami i realizacją takiego egzotycznego koncertu. Od dawna chodzi
mi po głowie taki temat na forum: Muzyka Mysliwska w najbardziej
nieprawdopodobnych okolicznosciach. Prawie kazdy z nas miał okazję zagrać
na rogu tam, gdzie sie tego nie mógł spodziewać. Kiedyś znajomi
mieszkajacy daleko od stolicy poprosili mnie, żebym przekazała jakies
papiery do kancelarii adwokackiej. Jak tylko weszłam do poczekalni, jakiś
nieogolony facet zerknął na mój wielki futerał z Parforsem i mruknął: to
jest róg! Róg, odpowiedziałam i usiadłam w kolejce. Nagle wyfrunęła z
pokoju prawników istota w lekkiej, różowej sukience, zerknęła na mnie i
mówi: o pani gra, a gdzie u kogo? Bo ja w Filcharmonii. E.. ja jestm amatorem
i gram tylko muzykę mysliwską. A gdzie? No w PZŁ w zespole. Rózowa Pani
zyczyła sukcesów i pofrunęła do swoich spraw. Potem wszedł Mysliwy,
który zdązył już ze mną porozmawiać o polowaniach i że nigdy mu sie nie
udało nauczyć grania na rogu. Zdążył też juz mnie podkablować do pani
mecenas, ze w poczekalni jest \"mysliwka\". Kiedy interesanci sobie poszli,
Pani mecenas poprosiła: a zagra pani dla nas? no chociaż niech pani pokaże
ten instrument. Cóz było robić, instrument pokazałam (nie miałam ochoty
grac w małym pokoiku na Nowym Świecie) Mysliwy zerknął spode łba i
mruknął : ustnika nie ma! Nie dało sie inaczej sprawy załatwić,
musiałam cos zagrać. I tak, w najmniej spodziewanym miejscu w Warszawie
Został odegrany Darz Bór.
autor: Marek K
e-mail: markopol@onet.eu
data: 2013-03-20
Gratulacje ! Kochani jeszcze jeden wspanialy przykład jak uniwersalnym
językiem jest język muzki ,który potrafi połączyć nawet przez Ocean . To
piękne spotkanie które było Pani udziałem za naszymi Polonusami myśliwymi
dowodzi ,że dzięki tej pięknej wspólnej pasji możemy zawsze znależć
się w gronie przyjaciół ceniących grę na instrumencie jak i łowiecką
przygodę .Jeszcze raz szczerze gratuluję i zachęcam innych grających do
śmiałego szermowania dżwiękiem i proszę nie kierujcie się wstydem wręcz
przeciwnie grajcie wszędzie gdziekolwiek będzie to akceptowane i proszone
.Wirzcie mi nie muszą to być mistrzowskie popisy oczywiście jeśli ktoś
gra po mistrzowsku to chwała mu za to ! Nawet niepozorne zadęcie czasem kiks
lub kilka i tak zostaną niezauważone ,a dodatek w postaci nutek brzmiących
w powietrzu uświetni każde spotkanie i tchnie w nie ducha knieji ,powiew
wiatru w koronach drzew i odgłosy lasu . Darz Bór wszystkim ,a szczególnie
Marii Teresie
Tu możesz dodać swój komentarz:


Autor:
e-mail:
Ochrona antyspamowa.
Wypełnienie poniższego pola jest konieczne, aby komentarz znalazł się w bazie

Wpisz słownie liczbę 5:
Czas wykonania: 0.171 sekund